Najczęściej zadawane pytania
Zastrzeżenia prawne
Wskazówki dla użytkowników
Start Kontakt Mapa serwisu
1 proc. podatku dla OPP

KRS 0000148854

Federacja Inicjatyw Oświatowych
ma status
organizacji pożytku publicznego (OPP).
Pomóż nam ratować i wspierać
małe wiejskie szkoły -
przekaż FIO 1 procent podatku.

Nasze konto:
93 1020 1026 0000 1502 0382 2558

Należymy do:

Forum Aktywizacji Obszarów Wiejskich Federacja Organizacji Służebnych MAZOWIA Ogólnopolska Federacja Organizacji Pozarządowych

 

Inteligentni inaczej

Onet.pl , 14 września 2001

Co drugi Polak nie rozumie prostego tekstu. - Wtórny analfabetyzm to choroba cywilizacyjna i dlatego z problemem tym borykają się wszystkie kraje wysoko rozwinięte. Winna jest telewizja, komputer, a przede wszystkim Internet, a ponieważ te media ciągle się rozwijają, to i analfabetów nam przybywa. Kultura obrazkowa zbiera swoje żniwo – uważa Jolanta Dobrzyńska, wicedyrektor departamentu kadr i kształcenia MEN.
Onet.pl  - zrzut ekranu
 

 

Jak wynika z badań OECD, co drugi Polak nie rozumie prostego tekstu, takiego jak ulotka reklamowa czy notatka prasowa, nie rozumie sensu informacji podawanych w telewizyjnych dziennikach. Nie potrafi zrozumieć instrukcji obsługi nawet prostych urządzeń, choćby żelazka. Aż czterech Polaków na dziesięciu nie umiało, po przeczytaniu informacji na opakowaniu aspiryny, odpowiedzieć na pytanie, przez ile dni najdłużej można stosować ten lek. Nie potrafimy czytać tabel i wykresów. Nie umiemy wybrać najkorzystniejszego dla siebie kredytu, a nawet mamy kłopoty z prostymi obliczeniami – w jednym z testowych zadań trzeba było na podstawie mapy pogody wraz z tabelami odpowiedzieć na pytanie, o ile stopni jest dzisiaj cieplej w Bangoku niż w Seulu. Mamy także kłopoty z wyborem najkorzystniejszej oferty spośród kilku produktów – czy wybrać tańszy, ale mniej wydajny proszek do prania, czy droższy, ale starczający na dłużej?

Wychodzi więc na to, że jesteśmy narodem analfabetów funkcjonalnych, to znaczy nie potrafimy z podanych informacji wyłowić tych najistotniejszych albo w ogóle nie rozumiemy sensu tego, co czytamy i widzimy.

- Trzeba jednak pamiętać, że badania te zostały przeprowadzone parę lat temu, kiedy jeszcze nie oswoiliśmy się z kulturą masową i trudno nam było odpowiadać na pytania dotyczące na przykład Mc Donald'sa, skoro istniał wtedy tylko jeden, i to w Warszawie. A tego typu pytań było sporo – tłumaczy profesor Ireneusz Białecki, socjolog z UW, koordynator polskiej części badań. - Jestem przekonany, że dzisiaj wypadlibyśmy znacznie lepiej.

Czy aby na pewno? Właśnie trwa opracowywanie wyników testów, jakie na zlecenie MEN przeprowadzono w polskich szkołach, i już teraz widać, że nie jest najlepiej. A zgodnie ze starym porzekadłem, czym skorupka za młodu nasiąknie...

Potwierdzają to sami nauczyciele.

- Z roku na rok widać, jak obniża się poziom uczniów – uważa Dorota Ufnal, warszawska polonistka. - Nierzadko spotykamy się z przypadkami, kiedy siedmiolatek trafia do szkoły i nie zna w ogóle liter, a zasób słownictwa ma na poziomie dwulatka. A więc już niejako na starcie jest na straconej pozycji i, niestety, może na takiej pozostać, bo nauczyciele często nie mają czasu, by z takim uczniem popracować indywidualnie - opowiada Alina Kozińska z Centrum Inicjatyw Oświatowych. Dlatego jednym z pomysłów Centrum jest "mała szkoła" – prowadząca zajęcia dla cztero-, pięciolatków - która ma wyrównywać szanse edukacyjne. Czy rzeczywiście może to pomóc?

Na poziom wiedzy uczniów już dziś narzekają nauczyciele liceów. Jednak prym w tym chórze wiodą nauczyciele akademiccy. Widać to było wyraźnie przy pracach nad nową maturą – zdaniem wielu z nich, sprowadzenie egzaminu dojrzałości do testów żenująco obniży i tak niezbyt wysoki poziom studentów. A przecież wynik nowej matury ma być wstępem na studia. - Jeszcze do niedawna naszym przyszłym studentom dawaliśmy fragment tekstu i pytaliśmy o autora i tytuł albo kazaliśmy im interpretować wiersz. Na nowej maturze po przeczytaniu fragmentu trzeba jedynie odpowiedzieć na parę pytań typu prawda-fałsz, co ma sprawdzić, kto ile z tekstu zrozumiał, więc jak tu nie mówić o obniżeniu poziomu wymagań, a w konsekwencji poziomu studiów? – pyta proszący o zachowanie anonimowości wykładowca polonistyki na UW.

- Nam, dorosłym, trudno pojąć, że uczniowie mają problemy ze zrozumieniem tego, co jest w podręcznikach. Umiejętność czytania ze zrozumieniem jest w zaniku. To wina tego, że w ogóle przestaliśmy czytać – uważa Jolanta Dobrzyńska.

A poziom czytelnictwa jest w Polsce zatrważająco niski: statystyczny Polak czyta zaledwie pół książki rocznie. Jaka jest na to rada?

- Trzeba jak najwcześniej zacząć czytać dziecku książki na głos. Codzienne czytanie rozwija język, wzbogaca słownictwo, uczy umiejętności mówienia i słuchania, doskonali pamięć, kształtuje wrażliwość moralną dziecka, no i wyrabia nawyk czytania. Uczy myślenia, a więc jest drogą do wiedzy i wykształcenia – wylicza jednym tchem Irena Koźmińska, prezes fundacji ABC XXI wieku, która rozpoczęła kampanię "Cała Polska czyta dzieciom".

Tyle że niewielu rodziców ma czas i chęci, by z dzieckiem posiedzieć i poczytać czy wspólnie się pobawić. Najgorsze, co możemy dziecku zrobić - zgodnie twierdzą psycholodzy i pedagodzy – to posadzić je przed telewizorem.

- Nie chodzi o to, by w ogóle odizolować je od telewizji, bo nie jest to możliwe, ale żeby była to tylko jedna z form spędzania wolnego czasu. Rodzice też powinni starannie dobierać programy i najlepiej, żeby oglądali je razem z dzieckiem, tak by na bieżąco wyjaśniać wszelkie wątpliwości i odpowiadać na pytania – tłumaczy Roman Kosowski z wydziału pedagogiki Uniwersytetu Warszawskiego.

Niestety, często jest tak, że szklany ekran stanowi jedyną rozrywkę dla dziecka. To stępia jego wrażliwość i naturalną chęć poznawania świata. Po co się wysilać, skoro wszystko podane jest jak na talerzu, a właściwie na ekranie telewizyjnym? W ten sposób dzieci uczą się jedynie tego, co się nazywa kulturą obrazkową. Efekty widać w szkole.

- Tak jest na całym świecie. Dostęp do mass mediów sprawia z jednej strony, że dzieci są nieustannie bombardowane informacjami, ale z drugiej brak rozmowy i wyjaśnienia ze strony dorosłych sprawia, że zupełnie nie są w stanie sobie z nimi poradzić, posegregować. A migające szybko obrazki "oduczają" dzieci skupienia uwagi, stąd potem kłopoty w szkole – dodaje Krystyna Ender z poradni medycyny szkolnej.

Do tego dochodzą problemy, o których jeszcze parę lat temu właściwie się nie mówiło i nie istniały w społecznej świadomości.

- Dysleksja, dysgrafia, dysortografia i kalkulia [trudności z rachunkami] są teraz niemal na porządku dziennym – mówi Lidia Popek, kierownik Rodzinnego Ośrodka Ochrony Zdrowia Psychicznego Dzieci i Młodzieży.

Jednak czy wszystko da się zrzucić na kulturę obrazka i McDonald'sa? Wina z pewnością leży też po stronie nauczycieli i szkoły. Mimo zapowiedzi, reforma edukacji tylko pobieżnie odchudziła programy szkolne. Poza tym ciągle dominującą formą nauczania są długie wykłady nauczycieli, trudno się więc dziwić, że uczniowie przyzwyczajeni do szybkiego, kolorowego przekazu telewizji czy Internetu nie potrafią się na lekcjach skupić.

- Na każdym etapie kształcenia wymagamy, by szkoła przede wszystkim uczyła zrozumienia tekstów – broni szkoły Dobrzyńska. - Najpierw jest to czytanie bajek i słuchowiska, w wyższych klasach – edukacyjna ścieżka czytelnicza i medialna, czyli analizowanie tekstów, poznawanie warsztatu dziennikarskiego, nauka obsługi komputera. To wszystko ma przygotować uczniów do samodzielnego szukania interesujących informacji, i to nie tylko w Internecie, ale przede wszystkim w książkach, bo tych nie da się z procesu edukacji wyeliminować.

- Przez lata mieliśmy szkołę nastawioną na przekazywanie informacji. Naszą chlubą było to, że polski uczeń, który trafiał za granicę, znał lepiej historię czy geografię od swoich europejskich rówieśników. Ciągle jednak pozostawał problem wykorzystania tej wiedzy, dlatego zdecydowaliśmy się trochę zamerykanizować polską szkołę – przyznał Nowemu Państwu minister Edmund Wittbrodt.

Tylko jak mają to zrobić nauczyciele, którzy często nie znają się ani na komputerach, ani Internecie, o znajomości języków obcych nie wspominając? A przecież to właśnie te umiejętności są niezbędne do poruszania się we współczesnym świecie.

Na pocieszenie dodajmy, że nie jest to tylko nasz problem.

Ostatnie badania przeprowadzone wśród brytyjskich nastolatków są zatrważające – półanalfabetów jest tam teraz więcej niż przed wybuchem I wojny światowej. Aż 15 procent osób między 15 a 21 rokiem życia ma kłopoty z czytaniem, robi błędy ortograficzne i stylistyczne. Nie potrafi także wyłowić najistotniejszych informacji z notatki prasowej czy materiału telewizyjnego, ma problemy z ułożeniem krótkiego listu.

Jeszcze gorzej jest w Stanach Zjednoczonych. Jak wynika z raportu "Kraj w niebezpieczeństwie", 90 milionów dorosłych Amerykanów nie potrafi odczytać rozkładu jazdy autobusów, nie jest w stanie napisać prostego listu. Nigdzie też na świecie nie ma tylu osób zupełnie nie znających matematyki czy geografii.

ż trzy czwarte społeczeństwa nie potrafi znaleźć na mapie Zatoki Perskiej, a jeden na siedmiu nie wie, gdzie leżą... Stany Zjednoczone. Jeśli do tego dodamy, że częste są przypadki analfabetyzmu pierwotnego, czyli całkowitej nieumiejętności pisania i czytania, to rysuje się czarny obraz. I wbrew pozorom nie dotyczy on wyłącznie najbiedniejszych warstw społecznych: Murzynów, Indian czy emigrantów, bo analfabetów można znaleźć także wśród dyrektorów wielkich korporacji.

Główną winą obarcza się tu szkołę, która co roku wypuszcza kolejnych półanalafabetów. Nierzadko z dobrymi ocenami na świadectwie. Jak to możliwe? Trzeba pamiętać, że wszelkie sprawdziany kwalifikacyjne, jakie przechodzą amerykańscy uczniowie, to testy. A rozwiązywania tychże można się bardzo szybko nauczyć, nawet nie mając dostatecznej wiedzy. I chociaż od ogłoszenia raportu "Kraj w niebezpieczeństwie" wydano setki milionów dolarów na poprawę stanu szkolnictwa, to statystyki są coraz gorsze. - Dogmaty amerykańskiej edukacji, mówiące, że uczniowie przede wszystkim mają się cieszyć dobrym samopoczuciem, a nauka powinna być przyjemna, bo tylko wtedy może być skuteczna, dały wyniki – ocenił Thomas Sowell, konserwatywny krytyk systemu szkolnego.

Ekonomiści wyliczyli, że przez błędy pracowników, którzy nie rozumieją poleceń i instrukcji, gospodarka traci rocznie ponad 30 miliardów rocznie. Co ciekawe, jednocześnie Amerykanie mają bardzo dobre zdanie o sobie, uważając się za dobrze wykształconych i zorientowanych w świecie. Może więc do osiągnięcia sukcesu potrzeba jedynie dobrego samopoczucia i "małpich" umiejętności w posługiwaniu się komputerem oraz pomysłowości w działaniu? A stary model nauczania z wkuwaniem na pamięć strof "Pana Tadeusza" – co ponoć miało doskonalić pamięć – musi odejść w zapomnienie?